Eksponat czerwca 2010

obraz (olej na płótnie): Władysław Wałęga, Przed trzecim dzwonkiem, 1985,
wym. 99 x 79 cm, nr inw. MZ/PN/1816





Obraz zakupiony od autora w 1985 roku; był to okres intensywnego powiększania muzealnej kolekcji sztuki naiwnej, również tej spoza regionu Śląska. Zdołano wówczas pozyskać do zbiorów Działu Plastyki dzieła całej bez mała "czołówki" słynnych polskich naiwistów; poza zespołem prac Nikifora (26 akwarel), także Marii Korsak, Leokadii Płonkowej, Marii Tarnawskiej-Wójtowicz, Haliny Dąbrowskiej, Zygmunta Warczygłowy (nieżyjących już) czy Krzysztofa Okonia, Eugeniusza Brożka, Bronisława Surowiaka i in.

Są wśród nich prace artystów szczególnych - "innych", "osobnych", outsiderów, których twórczość określamy jako art. brut - sztukę surową, "nie poddaną presji kultury, tradycji, społecznych oczekiwań" i gustów. Niektóre kreacje noszą znamiona ekspresji psychopatologicznej, np. rysunki wielkiego artysty-schizofrenika Edmunda Monsiela (1897-1962). Ale są także obrazy wrażliwych artystów - samotnych introwertyków, skupionych na sprawach własnego życia duchowego, którzy w swoją sztukę przenoszą niepokoje własnej imaginacji, trawiące ich lęki i obsesje.

Władysław Wałęga (ur. 1940 Kraków) miał trudne dzieciństwo; ojciec zginął w Oświęcimiu, matka była przez dłuższy czas zakładniczką Gestapo, więc wychowywał się w domach dziecka. Uczył się w kilku szkołach, próbował różnych zawodów; był niespokojnym duchem, miał kłopoty z prawem (trafił nawet do więzienia). Zaczął malować podczas leczenia w szpitalu psychiatrycznym w Krakowie (Kobierzynie); dziś jest jednym z najbardziej znanych malarzy nurtu art brut; jego prace znalazły się w zbiorach muzeów etnograficznych w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Toruniu i in.., w kolekcjach prywatnych, również za granicą. Od przeszło trzydziestu lat maluje rozbudowane wizjonerskie kompozycje fantastyczno-symboliczno-ekspresyjne; ogólny wyraz i charakter jego kreacji można określić właśnie jako surrealną w klimacie ekspresję. Dość poprawne pod względem warsztatowym, zadziwiać mogą bogactwem inwencji i wyobraźni, niezwykłością, a czasem też niesamowitością przedstawień. Trudno te obrazy opisywać w ich jedynie wizualnej warstwie; odsyłają bowiem wyraźnie do jakichś "pejzaży wewnętrznych" autora - nieznanego nam świata niespokojnych przeżyć, mrocznych pragnień, obsesji, halucynacji, omamów, a także podświadomości.   W obrazie "Przed trzecim dzwonkiem" Wałęga buduje jakąś nadrealną przestrzeń wypełnioną chaosem trudnych do nazwania organicznych form, które kłębią się wokół męskiej głowy (to wizerunek samego malarza).

Te kształty (oddane przestrzennie wyrazistym światłocieniem) są antropomorficzne, aluzyjne do struktur znanych z potocznego doświadczenia oka. Ale między nimi - także inne: dziwaczne, monstrualne, obce; jakby fragmenty innej jakiejś rzeczywistości; zdają się być bezpośrednią projekcją chorobliwych, "delirycznych" rojeń i omamów. Niosą sugestię jakiegoś okrucieństwa i cierpienia (krzyczące twarze), zagrożenia, zniszczenia, rozkładu. I przejmującej samotności.

Te wszystkie formy zamknięte są kolistymi czy raczej elipsoidalnymi łukami, jak w osobliwym kokonie; w kompozycji kolorystycznej malarz kontrastuje ciepłe, cieliste beże z chłodnymi zieleniami i błękitami; swoistym kontrapunktem jest tu zimne lśnienie tajemniczej kobaltowej kuli w dolnej części obrazu.

Jak wspomniano, malarstwo Władysława Wałęgi to przede wszystkim wizjonerskie, fantastyczne kompozycje. Jednak sam sposób wykreowania tych wizji - dzięki sprawności warsztatowej malarza (w operowaniu bryłą, kolorem, światłem) - służy tu jakby obiektywizacji; "uprawomocnieniu", "uprawdopodobnieniu" czegoś, co jest przecież skrajnie subiektywne, ulotne, niesprawdzalne.

Jadwiga Pawlas-Kos



Liczba gości na stronie: 2622456
Projekt i wykonanie serwisu agencja red Jungle