Eksponat marca 2016

Krystyna Piotrowska, Autoportret z Fridą, 1993 r., akwaforta, wym.  66 x 97 cm, nr inw. MZ/Sz/696                                  

Krystyna Piotrowska należała zawsze do czołówki polskiej grafiki warsztatowej i pozostała w niej pomimo dwudziestoletniego pobytu w Szwecji (Lund).

Urodzona w Zabrzu (1949), studia artystyczne odbyła w ASP w Krakowie (1966–1972), w PWSSP w Poznaniu (1972–1975) oraz w Grafik Scolan Forum Malmö (1985-1990); uczestniczyła w najbardziej prestiżowych wystawach w Europie i na świecie, jej nazwisko pojawia się często na listach laureatów nagród bądź jurorów znaczących konkursów, wystaw, pokazów. Zdobyła prawdziwie międzynarodowy rozgłos.

W 1998 roku otrzymała też Nagrodę Prezydenta Miasta Zabrze w dziedzinie kultury; dzięki niej miasto nawiązało artystyczne kontakty z licznym środowiskiem szwedzkich grafików okolic Malmö (Lund); odbyły się wystawy: w Muzeum Miejskim „Szwedzi w Polsce”, a w Lund „Graficy z Zabrza”. Artystka podarowała też do zbiorów Muzeum kilkadziesiąt prac graficznych.

Od 2001 roku znów mieszka i tworzy w Polsce, w Warszawie. Znana dotychczas z twórczości graficznej od kilku lat realizuje głównie instalacje oraz projekty multimedialne, animacje (filmy video). Jest to związane m.in. z jej zaangażowaniem w coroczne edycje Festiwalu Kultury Żydowskiej „Warszawa Singera”; od 2005 roku jest kuratorką „Projektu Próżna” (od nazwy ulicy); multimedialnych wystaw w opuszczonych kamienicach dawnego getta. Ostatnio realizowała m.in. ekspozycje: „Dokument podróży” w Warszawie, 2008; „Odbicia VI” (z Izabelą Gustowską) w  warszawskiej Galerii New Media, 2011; „Riflessi” w Instytucie Kultury Polskiej w Rzymie, 2012, wreszcie instalację (animacja) „Złote włosy Małgorzaty” w  CSW „Znaki Czasu” w Toruniu.

*   *   *

Przez wiele lat głównym medium Krystyny Piotrowskiej pozostawała grafika, najczęściej akwaforta wywiedziona z fotografii. Koncentrowała się wówczas w swojej sztuce na zagadnieniu identyfikacji, skupiając swą badawczą i artystyczną dociekliwość na samej istocie człowieczego wizerunku. Stąd jedynym właściwie tematem, motywem jej prac pozostawały portrety, a zwłaszcza autoportrety. Utrzymane w klimacie powagi i pewnej surowości, nie należą do tzw. psychologicznych wizerunków. Artystki nie interesuje psychologia postaci, nie stara się wyrażać emocji. Te portrety – to raczej znaki. Pozbawione cech nachalnej wizualnej perswazji i przesadnej ekspresji, mogą być przedmiotem głębokiej egzystencjalnej kontemplacji. Piotrowską zajmuje problem tożsamości wewnętrznego „ja” człowieka, prawdy o niej i iluzji, dwoistości istnienia. Intryguje ją nieuchwytność i zmienność natury ludzkiej, gra pozorów i masek, przewrotność, wszelka niejednoznaczność… Jest w tej twórczości także problem czasu, przemijania, pamięci; twarze Piotrowskiej są „zbudowane z czasu życia i o nim mówią w pierwszym rzędzie.”

Piotrowska wykorzystuje w swej sztuce pośrednictwo fotoobiektywu; wydaje się on być rejestratorem rzeczywistości niezastąpionym i jedynie wiarygodnym. Początkowo fascynował ją paradoks twarzy schwytanej przez obiektyw – istoty w tym samym stopniu bezbronnej i nagiej w zaskoczeniu, co nieprzeniknionej, będącej w istocie maską, kryjącej prawdę swojego wnętrza. Ale fotografia ujmuje tylko naskórek, ślizga się po powierzchni; Piotrowska swojej sztuce wyznaczała jakby rolę przezwyciężenia tej powierzchowności i pozoru, przebicia się na drugą stronę, sformułowania prawdy o człowieku. Poprzez dziesiątki, setki wywiedzionych z fotografii, multiplikowanych i przetwarzanych wizerunków, Piotrowska prowadziła swe dociekania o tożsamości wewnętrznego „ja” człowieka. Przez warstwy maskujących póz i gestów usiłowała dotrzeć do czegoś głębokiego i prawdziwego w człowieku; do jakiegoś ostatecznego, nie podlegającego już przemianom poziomu twarzy. Do jej dna. (za M. Janion, Maski)

W manipulacjach i grach, jakie prowadzi artystka z ludzkimi twarzami jest sporo przewrotności, dystansu, ironii, dyskretnie ukrytej dwuznaczności. Uświadamia sobie paradoksy własnej twórczości: „tworzę grafiki, w których konkretność przedstawianych postaci i użycie fotografii są sposobem uwiarygodnienia mistyfikacji”.

Autoportrety Krystyny Piotrowskiej, powstające przez dziesiątki lat, tworzą już długi korowód wizerunków, będący także przejmującym zapisem czasu. Niekiedy w świecie kreowanym przez artystkę w jej pobliżu zjawiają się postaci z dawnych epok, słynni artyści – Dürer, Rembrandt, Van Gogh. Ich twarze (kopiowane ze znanych powszechnie wizerunków), ostentacyjnie zestawiane z twarzą artystki, niepokoją swoją zagadkową obecnością: czy jest to zderzenie czy porozumienie? A może tylko osobliwy składnik ekspresji, rodzaj figury stylistycznej, prowokująca gra cytatów? Lecz powstają w ten sposób nowe, niepowtarzalne, pełne nieoczekiwanego napięcia, ale i poezji – kompozycje. Jedną z nich jest zapewne „Autoportret z Fridą” z 1993 roku.

                                 

Piotrowska przywołuje tu postać słynnej meksykańskiej artystki Fridy Kahlo (1907–1954), której życie naznaczyła sztuka, ale i głębokie cierpienie. Utalentowana i piękna, ale od dziecka ułomna, w wieku 18 lat uległa poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu (złamany kręgosłup i kończyny, obrażenia narządów kobiecych). Unieruchomiona, nie opuszczająca rodzinnego domu (Casa Azul, na obrzeżach Meksyku; dziś muzeum artystki) zaczęła malować; przede wszystkim autoportrety. „Maluję siebie, bo jestem samotna. Jestem tematem, który znam najlepiej”. Właściwie do końca życia te autoportrety stały się osobliwym – do granic ekshibicjonizmu szczerym – zapisem doświadczeń własnego życia artystki: cierpienia (fizycznego i duchowego), namiętności (była biseksualna), zachwytu dla piękna natury, ale i zaangażowania politycznego (była komunistką, wierzyła w światową rewolucję).

Kahlo była samoukiem; w jej malarstwie można dostrzegać wpływy tradycyjnej kultury meksykańskiej, np. w dramatycznej symbolice i elementach inspirowanych sztuką ludową, w uproszczonych środkach wyrazu, w żywej kolorystyce. Po latach dojrzały, na wskroś oryginalny styl Fridy Kahlo historycy i antropolodzy sztuki próbowali określać jako „malarski odpowiednik literackiego iberoamerykańskiego magicznego realizmu”. Duży wpływ na rozkwit talentu Fridy miał Diego Rivera, jeden z wybitnych twórców meksykańskiego malarstwa monumentalnego, inspirowanego sztuką prekolumbijską i indiańską; został jej mężem; dzieje tego małżeństwa były niezwykle burzliwe.

Sztuka Fridy Kahlo zyskała prawdziwe uznanie dopiero w wiele lat po jej śmierci, około 1980 roku, kiedy w malarstwie pojawiło się pojęcie nurtu neomeksykańskiego. Za sprawą innych malarzy meksykańskich, którzy kontynuowali założenia jej stylu, rozpoczął się czas niesłabnącej po dziś dzień fascynacji postacią egzotycznej, niezależnej artystki. Niezliczone wystawy w Meksyku, USA, Japonii i Europie (Paryż, Londyn, Berlin), zakupy prac przez wielkie muzea i galeria świata, filmy fabularne, sztuki teatralne i utwory muzyczne jej poświęcone, wreszcie horrendalne ceny obrazów Kahlo na aukcjach sztuki (np. praca „Roots” z 1943 roku za 5,6 mln dolarów)… Słowem stała się jedną z najbardziej popularnych artystek w dziejach sztuki, nie tylko współczesnej.

*   *   *

Twarz Fridy Kahlo na jej autoportretach wydaje się zawsze ta sama: pełna powagi, z charakterystycznymi zrośniętymi jaskółczymi brwiami, posępnym spojrzeniem (na widza), pełnymi, zmysłowymi ustami. W swojej kompozycji graficznej Piotrowska „przyzywając jakby z oddali umęczoną i malowaną – według określeń standardów malarskich – naiwnie malowaną twarz meksykańskiej artystki i jakby przytulając swoją twarz do tamtej, naruszyła poczucie dystansu, wyćwiczone przez lata własnymi pracami” – zauważa Urszula Czartoryska. Obie twarze wydają się dziwną, niepokojącą, niedobraną parą…

Intrygujące jest tło tej kompozycji – subtelnie oddana struktura jakiejś bujnej roślinności: pnączy, łodyg i wielkich liści z delikatnym rysunkiem żyłkowania. To nawiązanie do bujnej meksykańskiej przyrody, której elementy, np. wielkie, mięsiste liście filodendronów, kaktusy, a nade wszystko kwiaty są zawsze obecne w pracach Fridy. Rosły w wielkiej obfitości w tropikalnym ogrodzie, otaczającym jej dom rodzinny. W dolnym narożu grafiki Piotrowska umieściła maleńką „twarzyczkę” małpki (o wielkich oczach). To również częsty motyw – symbol w obrazach Kahlo; wprawdzie małpa w meksykańskiej kulturze i mitologii utożsamia żądzę i pragnienie, jednak tutaj, w autoportretach Fridy, przedstawiana jest zawsze jako czułe, delikatne, wrażliwe i chroniące przed złem stworzenie.

*   *   *

Grafiki Krystyny Piotrowskiej to często prawdziwy popis kunsztu wykonawczego i warsztatowej perfekcji – sztuka graficzna pełni wizualnych możliwości. W wizerunkach wywiedzionych z fotografii definiowanie zarysu twarzy, wyrazu oczu, ekspresji włosów odbywa się bardzo wyrafinowanymi środkami plastycznymi, opracowanymi przez nią samą technikami trawienia.

Jadwiga Pawlas-Kos

 

Liczba gości na stronie: 2672918
Projekt i wykonanie serwisu agencja red Jungle