Górnik Zabrze kontra Manchester

Górnik Zabrze kontra Manchester United. 50 lat minęło. Niezwykła wystawa w Zabrzu

Paweł Czado Gazeta Wyborcza
28 lutego 2018 | 12:22
Bilet na mecz Górnika z Manchesterem United w 1968, który odbył się na Stadionie Śląskim.1 ZDJĘCIE

Bilet na mecz Górnika z Manchesterem United w 1968, który odbył się na Stadionie Śląskim. (ANNA LEWANSKA)

Dokładnie w środę mija 50 lat od pierwszego meczu Górnika Zabrze z Manchesterem United w Pucharze Mistrzów. Pierwszy raz mistrz Polski był aż tak blisko ścisłej elity. Nie udało się wówczas wprawdzie awansować do półfinału, ale "Czerwonym Diabłom" dwumecz z Górnikiem przyniósł jedyną porażkę w triumfalnej drodze po sukces.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tamta niezwykła rywalizacja była okazją, żeby Muzeum Miejskie w Zabrzu otwarło wystawę „Manchester United – Górnik Zabrze, 50 lat minęło”. – Aż trudno uwierzyć, że to już pół wieku – wzdychał Stanisław Oślizło. Włodzimierz Lubański, który w środę kończy 71 lat, wtedy kończył 21...

W pierwszym meczu Górnik przegrał 0:2, tracąc drugiego gola w ostatniej minucie. W rewanżu na Stadionie Śląskim wygrał 1:0 po świetnym strzale Włodzimierza Lubańskiego, ale to było za mało...

Lepsi niż Real

Na wystawie jest mnóstwo fantastycznych eksponatów; zdjęć, plakatów, programów, dokumentów – związanych nie tylko z tamtym legendarnym dwumeczem. Wśród nich legitymacja, którą podrobił 10-letni Włodek Lubański. Wpisał sobie, że urodził się rok wcześniej, tylko po to, żeby wcześniej przyjęli go do klubu.

Podczas rewanżowego meczu z „Czerwonymi Diabłami” na Stadionie Śląskim panowała minusowa temperatura. Było -7, mniej więcej tak jak dziś. – Ostatnio spotkali mnie znajomi i dziwili się, że w taką temperaturę wychodzę z domu. Uśmiechnąłem się, bo pół wieku temu w takiej temperaturze grałem ważny mecz – opowiadał Henryk Latocha, który też występował w tamtych spotkaniach z United.

– Kto z państwa był na tamtym spotkaniu na Stadionie Śląskim? – pytał gości podczas wernisażu Dariusz Czernik, autor tej wystawy. 12 osób podniosło ręce. Mnie jeszcze – ubolewam – na świecie nie było...

Wówczas Górnik miał ogromną renomę. Przed meczem w Manchesterze na mecz towarzyski zapraszał zabrzan Celtic Glasgow, który w 1967 r. wygrał Puchar Mistrzów. Szkoci pokrywali wszelkie koszty, byle tylko zabrzanie zgodzili się z nimi zagrać. To tak jakby dziś zapraszał ich do siebie aktualny triumfator Ligi Mistrzów, czyli Real Madryt. Na to spotkanie zgody nie wyraziła jednak UEFA.

Piłkarze Manchesteru przeszli dalej, ale uznali klasę Ślązaków. „Real Madryt nie jest dziś tak dobry jak Górnik Zabrze. W każdym razie nie grał tak dobrze” – powiedział potem „Daily Mirror” Pat Crerand, szkocki obrońca MU w latach 1963-1971. Te i inne cytaty też znajdziecie na tej wystawie.

Szpaler dla Górnika

Poniżej fragment mojej książki „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach”, traktujący o tamtej niezwykłej rywalizacji.

„W składzie Manchesteru United grają wówczas aktualni mistrzowie świata, dodatkowo wspomagani przez cudownego dryblera, reprezentanta Irlandii Północnej George'a Besta. – Best is the best – powtarza wtedy Best i jest w tym sporo prawdy. Pod koniec 1968 roku w prestiżowym plebiscycie »France Football« właśnie Irlandczyk zostaje wybrany najlepszym piłkarzem Europy.

W pierwszym meczu na Old Trafford Górnik przetrzymuje pierwszą połowę, ale w trakcie drugiej traci dwa gole. Erwin Wilczek: – Trochę daliśmy się im wtedy stłamsić. W tamtym meczu tak naprawdę oni grali przez 60 minut, a my może przez 30. Znaczenie miała atmosfera na stadionie. Nasi kibice świetnie nas w Polsce dopingowali, ale kiedy tam w Manchesterze trybuny z impetem ryknęły, to nie było nawet słychać, kiedy sędzia gwiżdże.

Rainer Kuchta: – Best ciągle szarpał na prawej stronie, ale bardzo dobrze krył go Heniu Latocha. Raz Best go przeszedł i straciliśmy wtedy bramę. Drugiego gola wbił nam 19-latek Brian Kidd, środkowy napastnik.

Kuchta do dziś ma tę bramkę przed oczami. Podniecony, rozrysowuje mi na kartce, jak doszło do jej utraty. – Na Kidda poszła wyjątkowo mocno centra, ten natychmiast zagrywa krzyżakiem. W tym miejscu jest Hubert, tu stoi Florek, tu Kidd, a tu ja. Florkowi piłka przelatuje pod nogami. Ja stałem na bramce i mnie też przeszła między nogami. Próbowałem je ścisnąć, ale śmignęła i było za późno – żałuje Kuchta.

Hubert Kostka również dobrze pamięta tamten mecz. Jest w wyśmienitej formie, po spotkaniu angielscy dziennikarze pieją z zachwytu nad jego formą. – Przegraliśmy 0:2, ale rzeczywiście wybroniłem wtedy wiele bardzo trudnych strzałów. Pamiętam, że podczas spotkania publiczność, która siedziała tuż za bramką, rzucała we mnie pensówkami. Zaraz po meczu zacząłem je wybierać z trawy. Nazbierało się jakieś pięćdziesiąt monet. Podczas zbierania uniosłem głowę i okazało się, że... przeciwnicy czekają, aż zejdę z boiska! Okazało się, że gospodarze zeszli z murawy przed nami i utworzyli szpaler przed wejściem do korytarza, żeby nagrodzić nas brawami. Brawo bili nam Bobby Charlton, George Best i Nobby Stiles... To było niezwykłe.

Kuchta: – To prawda, Hubert zagrał wtedy życiowy mecz. Był boski.

Zwały odgarniętego śniegu

W Manchesterze przytrafia się jeszcze jedna ciekawa historia. – W Górniku mieliśmy buty z Wałbrzycha. Kiedy pojechaliśmy zagrać z Manchesterem United, kilka godzin przed meczem wpadli do nas ludzie od Adidasa. Ubrali nas od stóp do głów w nowe stroje. Mieliśmy białe koszulki, niebieskie koszulki i niebieskie getry. Dostaliśmy też nowe buty, przynosili z auta całe kartony. Ale wiadomo było, że w tak ważnym meczu nie możemy zagrać w zupełnie nowych, nieużywanych butach. Dostaliśmy farbki i musieliśmy na starych domalować te trzy charakterystyczne paski – wspomina Kuchta (...).

W rewanżu Górnik odnosi wspaniałe zwycięstwo na Stadionie Śląskim. 1:0 to jednak za mało, by awansować. Górnik odpada, ale nikt jeszcze nie wie, jak cenne jest to zwycięstwo.

Warunki podczas spotkania są bardzo trudne, na bieżni zwały odgarniętego śniegu, zalodzona murawa. Jest tak źle, że trwa dyskusja na temat przełożenia meczu, organizatorzy zastanawiają się już, kto pokryje koszty imprezy, która się nie odbędzie. Dyskutuje się o nowym terminie spotkania.

Ostatecznie mecz dochodzi do skutku, ale »Czerwone Diabły« nie są w stanie strzelić choćby gola. Henryk Latocha: – Trener Kalocsay mówił mi, żebym bez przerwy uważał na Besta. Chodziłem więc za nim na boisku dosłownie wszędzie. Nie zatrzymałem go oczywiście za każdym razem, ale przeszkadzałem, jak umiałem.

Mecz ma dramatyczny przebieg. Już na początku Erwin Wilczek doznaje kontuzji, która »przemieniła go w kuśtykającego statystę« (wówczas regulamin nie przewidywał jeszcze rezerwowych).

Stefan Florenski: – Kiedy graliśmy z Anglikami, pomyślałem, że spotkały się dwie naprawdę klasowe drużyny. To się już nigdy nie powtórzy. Tamten mecz na śniegu wrył mi się w pamięć. Nie strzelili nam gola, więc jako obrońca mogłem być dumny.

Jedyną bramkę cudownym strzałem zdobywa Włodzimierz Lubański. – Uważam ją za jedną z najładniejszych, które miałem okazję strzelić. Pamiętam, że grało się ciężko, na murawie w niektórych miejscach był lód. Ale okazało się, że to i tak był jeden z najlepszych meczów Górnika w pucharach. O tym spotkaniu nie mówi się dziś zbyt wiele. Niesłusznie. Potem okazało się przecież, że byliśmy jedyną drużyną, która wygrała w tamtej pucharowej edycji z Manchesterem United – podkreśla Lubański.

»Po meczu Anglicy nie potrafili ukryć swojej radości z powodu awansu i już w szatni jeszcze raz serdecznie się wycałowali« – relacjonowała »Trybuna Robotnicza«. – Nie każdy zespół stać na to, żeby grając praktycznie w dziesiątkę, atakować z taką pasją przez cały mecz – przyznał po meczu zmordowany Bobby Charlton.

Lubański ma rację: z Anglikami łatwo i bez zwycięstwa odpadają wcześniej nie tylko Hibernians Paola (mistrz Malty) i FK Sarajewo (mistrz Jugosławii), ale również Real Madryt (mistrz Hiszpanii). W finale Anglicy pokonują portugalską Benficę Lizbona 4:1”.

***

Wystawę można oglądać do końca marca. Warto.



Liczba gości na stronie: 4892847
Projekt i wykonanie serwisu agencja red Jungle